Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatrość najukochańsza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatrość najukochańsza. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2015

Górska gonitwa

Uf. Po trzech dość intensywnych dla mnie tygodniach w końcu mogę odpocząć! W tym czasie zdarzyły się 3 wyjazdy górskie, w tym jeden dość dłuugi, jeden narciarski, jedno zatrucie pokarmowe i jeden test końcowy z norweskiego. To wszystko razem wzięte sprawiło, że jakoś się strasznie tym czasem zmęczyłam. Docenię może za jakiś czas, spoglądając na zdjęcia i mówiąc sobie: ale było fajnie!

Z pozytywnych rzeczy to takie, że na świadectwie A2 z norweskiego będę mieć A :P, wtoczyłam się na kolejne tatrzańskie 2400 zimą, przeżyłam zimowy biwak, a spotkanie forumowe było niesamowicie udane.




 A teraz chyba czas na mały odpoczynek od... śniegu ;) No i może w końcu na bieganie!

niedziela, 4 stycznia 2015

1200 aktywnych zeszłorocznych kilometrów

A więc, rok 2014 dobiega końca... Coś się kończy, coś się zaczyna, a to sprzyja podsumowaniom. A więc, temu rokowi też się należy.

Najpierw przyjrzyjmy się górom. Nie ma się co oszukiwać, tegoroczna aura nie sprzyjała tego typu aktywności. Na szczęście, patrząc wstecz stwierdzam, że nie było tak źle. Odwiedziłam dużo, wymarzonych wcześniej miejsc w Tatrach, bywaliśmy w górach Słowackich, w Beskidach, no i zaliczyliśmy bibę forumową. Przywiozłam sporo fajnych wspomnień i zdjęć. Odpuściłam w tym roku jednak tatrzański wolontariat, przez co kilometrów w górach wyszło sporo mniej, ale za to... po raz pierwszy odwiedziliśmy Góry Skandynawskie, co było jednym z moich największych marzeń.
Łącznie w tym roku pokonałam 708 górskich kilometrów.

A teraz coś o bieganiu. W tym roku postanowiłam wziąć się za siebie, swoje bieganie i przestać się lenić. Niestety, zaczęło się to dopiero od połowy kwietnia :) Przez cały styczeń, luty i marzec wyszłam pobiegać zaledwie z 3 razy. Trochę wstyd, biorąc pod uwagę, że w tym roku praktycznie nie było zimy.
Potem było już jednak trochę lepiej. Wiosna była bardzo owocna pod względem biegowym, trochę gorzej w lecie, bo jakoś nie potrafiłam sobie poradzić z bieganiem w skwarze. Potem z małą przerwą urlopową udało się dobiegać aż do grudnia. I mam nadzieję, że zaprzyjaźnię się z miejską zimą podczas biegania :) Póki co widzę u siebie spadek niechęci do brzydkiej i zimnej pogody. Myślę, że to zasługa biegania. Chociaż prawdziwe mrozy i plucha jeszcze przede mną ;)
Ten rok kończę z 511 przebiegniętymi kilometrami na liczniku.

W przyszłym roku życzyłabym sobie stabilnej pogody w lecie, postępów w zaprzyjaźnianiu się z liną i ekspozycją w Tatrach, a jeśli chodzi o bieganie, to motywacji podczas zimowych i letnich przebieżek. Do tego przebiegnięcia w końcu półmaratonu - na rozgrzewkę zapisałam się na 10km przy Półmaratonie Marzanny. Zapowiada się więc w końcu mój debiut w zawodach :)



Byle do przodu! :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Gdzie góry mówią dobranoc

Uwielbiam wschody i zachody słońca w górach. Pomijając fakt, że wtedy wychodzą najlepsze zdjęcia. Wtedy z reguły góry są puste, dookoła panuje przyjemna cisza i jest bardzo spokojnie.
Mało miałam w tym roku okazji do podziwiania zachodów. Wschodów było dużo więcej - tegoroczne lato dało wręcz takie ultimatum. Pamiętam dobrze wschód słońca w Dolinie Ciężkiej, nad Litworowym Stawem, w Dolinie Mięguszowieckiej, ale też w okolicach Trolltungi.

Teraz, kiedy w góry wkroczyła już, można powiedzieć zima, w końcu mogę oglądać zachody słońca. Właściwie to muszę - dzień jest na tyle krótki, że ciężko tego uniknąć :)

W ten weekend trafiły się dwa zachody. Tatry lekko przyprószone śniegiem. Listopadowo-grudniowe słońce, które delikatnie się na nich opiera, chwilę zaświeci się mocną czerwienią i potem szybciutko gaśnie. Potem jeszcze przez parę minut góry odbijają światło, które jeszcze gdzieś tam świeci się na zachodzącym niebie. Od wschodu nadciąga już noc, która przykrywa ciemniejszym niebem najpierw Tatry Bielskie. Taka ich rola - witają i żegnają dzień pierwsze.
Potem pozostaje już zmrok. W świetle czołówki błyszczy się zmrożony śnieg, który skrzypi pod nogami. Właściwie... to zima też ma swoje plusy :)








Ledwo co wróciłam, a już chciałabym tam pojechać znowu. To dobry znak - chyba nadal lubię Tatry tak jak kiedyś.

środa, 1 października 2014

Wakacyjna kicha

Tak sobie wspominam tegoroczne "wakacje" i myślę sobie, i myślę... że takiego lata na południu jeszcze nie widziałam.

W maju było raczej deszczowo. W czerwcu było znośnie, aale... Była sesja :D Lipiec i sierpień upłynęły pod znakiem codziennych burz, wszyscy patrzyliśmy z nadzieją na wrzesień... A tu bez zmian! Skończyły się burze, przyszedł śnieg. Nie było zimy, za karę nie mogło być i lata.

Tegoroczne tatrzańskie łazikowanie było mocno utrudnione - jak już prognozy dawały cień szansy na spoko weekend, to i tak z reguły kończyło się to nerwówką i mykaniem szybko z grani przed groźnymi chmurkami :) A pomimo przezorności, raz zdarzyło się nawet, że zagrzmiało na grani... Brr!

Można powiedzieć, że w naszym przypadku wyjazd do Norwegii uratował sprawę. Gdyby nie to, bylibyśmy pewnie bardzo niezadowoleni z naszych wakacji ;)


Typowy obrazek, jaki mogliśmy oglądać przez wakacje na kamerkach TOPR.

Na ładną jesień nawet nie liczę - na razie straciłam nieco serce dla naszych ulubionych gór. Pewnie za jakiś czas mi przejdzie... ;)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Radość tatrototalna

Mogę się na nie wkurzać za to, że zaś nie ma pogody, obrażać, bać się w nich burzy, miśków, zmarznąć... Ale prawda jest taka, że to i tak one dają najbardziej pozytywnego kopa, a nic tak nie mobilizuje do działania, jak porządny weekend w naszych Tatrach.



\

Życzę nam takich więcej, więcej!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Radość wymęczona

Czerwiec był bardzo niedobrym czasem, jeżeli chodzi o to, co lubię najbardziej. Sesja, nauka w sporej części rzeczy mało przydatnych (w końcu to studia), długo wlekące się przeziębienie, mało czasu na góry, przymusowe bany na bieganie, no i w końcu zabieg... Ale czerwiec czerwcem, mamy już lipiec, szwy zdjęte, a ja jestem po weekendzie, na myśl o którym cieszy mi się micha. A głowa pełna planów :)


A tam żech wlazła  :) 2462!


U2 - Ordinary love